miércoles, abril 18, 2007

psy

Psy nas lubia, jak, z reszta, wszystkie zwierzatka. Po raz pierwszy przekonalismy sie o tym bolesnie na 15-kilometrowym pasie ziemi niczyjej, miedzy terminalem argentynskim a chilijskim. Stoimy, lapiemy stopa, a tu zbliza sie do nas baran. Podchodzi blizej i okazuje sie ze, to jednak pies, tyle ze duzy. Bardzo sympatycznie, nie? Poglaskalismy, pobawilismy sie, ale nie za duzo, bo pies ten... no, nie pachnial bardzo ladnie. Pies jednakze zaprzyjaznil sie z nami wielce i postanowl poczekac, az zlapiemy miedzygranicznego stopa. Jak mozna sie domyslec, nie pomoglo nam to zbytnio. Kazdy kierowca patrzyl se na nas jak na kompletnych idiotow, ktorzy, oprocz ogromych plecakow, proboja przewiezc stopem kudlatego psa wielkosci cielaka, zwlaszcza, ze przez te granice nie wolno przewozic zwierzat. Bylo to o tyle bolesne, ze zblizal sie wieczor, a samachody jechaly tu z czestotlwoscia 1 na 20 min... W koncu jednak udalo nam sie wykiwac psa i udajac, ze idziemy d toalety zlapac jakis samochod.

Kiedy klka dni pozniej wyjezdzalsmy z El Calafate, zobaczyly nas kolejne pieski. Tym razem cztery. Rowniez postanowily nas odprowadzic do drzwi potencjalnego samochodu... Tyle dobrze, ze stopem z czterema psami nie jezdza nawet najwieksi wariaci i jakos sie udalo. Kiedy na nastepnej stacji benzynowej, za ktora lapalismy stopa, zobaczylismy towarzyskie guanako, zimny pot splynal nam po plecach...

0 comentarios:

Publicar un comentario

Suscribirse a Enviar comentarios [Atom]

<< Página principal