martes, julio 03, 2007

Indianie Aimara

Malo kto wie, ze nad La Paz wyroslo drugie wielkie miasto - El Alto. W El Alto nie ma turystow, sa tylko indianie Aimara, ktorzy przeprowadzili sie tu ze wsi. Tu tez miesci sie kolejny dom misyjny ksiezy werbistow.
Z indianami pracuje sie ciezko. Niby sa wierzacy, niby sa ochrzczeni, ale w co tak na prawde wierza, trudno powiedziec. Na pewno wierza w moc wody swieconej - Msza jest niewazna, jesli po niej ksiadz nie wyjdze z woda (nosi ja w wiadrze, bo potrzeba duzo) i nie pokropi obficie kazdemu glowy- to jest wazniejsze niz Komunia. Oprocz glow, trzeba pokropic miniaturke sklepu, samochodu, dowod osobisty zmarlego taty, nowy sweter... Wody swieconej nie mozna zostawiac w kropielnicy, bo jest kradziona - kazdy chce miec w domu, bo taka woda ma Moc.
Wierza jeszcze w figurke Matki Boskiej. Dla swojej Virgen sa stanie zrobic wszystko, ale najbardziej lubia dla niej tanczyc. Na dlugo przed swietem Matki Boskiej na ulicach miasta probuja swoje tradycyjne tance. Co prawda, roznie im to wychodzi (zwlaszcza orkiestrze, kiedy jest zalana), ale sie staraja. W El Alto dwa klany sie poklucily i kazdy postanowil tanczyc sam sobie no i powtstl problem, z kim pojdzie Virgen? Ksieza podjeli decyzje, ze skoro sa klotnie, to nie pojdzie z nikim, ale to tez nie takie proste, bo jak indianie sie zdenerwuja, to gotowi zamurowac kosciol albo przegnac werbistow (kilka lat temu z tego kosciola przegnali franciszkanow).
Wierza tez w to, co powie kacyk lub szaman. Jakis rok temu w jakiejs wiosce jeden wodz powiedzial, ze para Austriakow, ktorzy tam trafili, przyszli zabrac ich narzady na przeszczepy. No i chlopaka ukamienowali, dziewczynie sie jakos udalo...
indianie ci zachowuja tez swoje wierzenia i tradycje prechrzescijanskie. Na przyklad obchodza Nowy Rok Aimara 21 czerwca. Odbywa sie wtedy wielka biba w Tiwanacu. Problem polega na tym, ze odbywa sie nieco bez kultury, do tego stopnia, ze bedac tam zaraz po Nowym Roku, nie moglismy zwiedzic swiatyni, bo byla cala zasikana i brudna, wiec trzeba bylo ja czyscic...
Indianie sa bardzo uczuciowi daja sie poniesc emocjom, czego wynikem sa bardzo popularne samosady. Trzy dni przed naszym przyjazdm spalili kobiete, ktora uwazali za zlodziejke, troche wczesniej ukamienowali zlodzieja. Interesujaca akcja bylo tez niszczenie kafejek internetowych. Jakies 3 tygodnie przed naszym przyjazdem rodzice, ktorych dzieci spedzaja stasznie duzo czasu w kafejkach przy grach komputerowch, zbuntwali sie przeciw temu i urzadzili pochod ulicami miasta, wchodzac do kolejnych kafejek i niszczac caly sprzet. Najdziwniejsze jednak jest to, ze wsrod rodzicow byli tez wlasciciele kafejek (ich dzieci tez przesiaduja przed internetem), wiec jednoczac sie z innymi rodzicami, niszczyli swoj wlasny sprzet... Werbistom jakos sie udalo uratowac swoja kafejke.
Od pczatku naszego pobytu w El Alto werbisci stasznie sie o nas bali, twierdzac, ze na pewno zostaniemy okradzeni lub zabici. Ale, mimo okropnych opowiesci i niepokoju ksiezy, nic nam sie nigdy nie stalo. Poszlismy w gory bez przewodnika i wrocilismy cali i zdrowi, co nasi gospodarze uwazali za niemozliwe. Jedyna rzecza, ktora nas spotkala, byla kradziez... koki w kosciele. Ja tam lubie indian z ich dziwactwami.

0 comentarios:

Publicar un comentario

Suscribirse a Enviar comentarios [Atom]

<< Página principal